Festina lente

W tym codziennym zagonieniu, bezustannym pośpiechu, w pewnym stopniu napędzanym przez media, nowe technologie, często zatracamy istotę życia.

Chcemy wszystko mieć na tu, od zaraz, najlepiej jak za dotknięciem magicznej różdżki.

Włącza się niecierpliwość, a ta nie pomaga w codziennym funkcjonowaniu.

Jest męcząca. Budzi frustrację, a nawet agresję.

A przecież nie da się naszkicować czegoś skomplikowanego w kilka sekund, opanować wiedzy z kilkuletnich studiów w dwa miesiące czy ujrzeć od razu po posadzeniu drzewko w pełnej okazałości, kwitnące.

Wszystko potrzebuje czasu do “wzrostu” i cierpliwości ze strony rysownika, studenta czy ogrodnika.

“Nie da się przyśpieszyć biegu rzeki lub wschodu słońca ani sprawić, aby drzewa rosły szybciej niż rosną.
Wszystko wydarza się wtedy, gdy jest na to gotowe.” (Dennis Genpo Merzel)

Wszystko ma swój czas.

Cierpliwość to siostra wytrwałości i determinacji, jakże potrzebna, by móc zobaczyć owoce własnej albo czyjejś pracy lub by doświadczyć czegoś głębiej, mocniej.

Ludzie już w starożytności wiedzieli, że cierpliwość jest czymś znaczącym i postulowali festina lente (“spiesz się powoli”).

Współcześnie przypomina o tym papież Franciszek i to w dosadny sposób mówiąc, że:

„Cierpliwość jest cnotą ludzi, którzy są w drodze, nie tych, którzy są zamknięci, w bezruchu (…) [bo] kiedy jest się w drodze, przydarza się wiele rzeczy, nie zawsze dobrych. (…) Cierpliwość to także mądrość umiejętnego dialogu z ograniczeniem: jest bardzo wiele ograniczeń w życiu, a człowiek niecierpliwy nie chce ich, ignoruje je, bo nie potrafi prowadzić dialogu z ograniczeniami”.

Do mnie to przemawia.

Nauka cierpliwości, nauka “dialogu z ograniczeniami” to dla mnie nie lada wyzwanie, zwłaszcza teraz.